czy dorsz może wyjść na ląd

Dawno temu w Morzu: dorsz w kurniku

Tekst: Hanka Ciężadło

W Morzu z maja 1963 roku w dziale Beczka Rozmaitości natrafiliśmy na ciekawą wzmiankę o dorszu, który – zanim sam padł łupem rybaka – rzekomo włamał się do kurnika i pożarł żywcem dwie kury, wcześniej przegryzając metalową kłódkę. Sprawa wydaje się arcyciekawa, dlatego postanowiliśmy przyjrzeć się jej bliżej: czy takie krwiożercze (kurożercze?) dorsze rzeczywiście istnieją, a jeśli tak – to czy powinniśmy się bać?

Dawne Morze, dorsz i kury

Autorzy wzmianki o dorszu już na wstępie zaznaczają, że historia wydarzyła się naprawdę, mimo iż brzmi jak primaaprilisowy żart (jest to majowy numer czasopisma, a zatem wydany w okolicy 1 kwietnia). Czytamy w nim o rybaku z Tromsø (północna Norwegia), któremu udało się złowić wyjątkowo dorodny okaz dorsza.

Ryba ważyła ponad 40 kg, co jest bardzo przyzwoitym, ale nie rekordowym wynikiem (legendy oraz Wikipedia wspominają o osobnikach ważących nawet 96 kg). Mimo wszystko rybak był zadowolony. Kiedy jednak  wypatroszył zdobycz, znalazł w jej żołądku dwie całe kury (najwyraźniej zjedzone na krótko przed złowieniem dorsza), a także kawałek metalowej siatki i kłódkę. To już było bardzo nietypowe – nic zatem dziwnego, że wiadomość o rybie rozeszła się po okolicy, aż dotarła do wsi Skratteud leżącej na fiordzie Malangen. Tamtejszy gospodarz pewnej nocy usłyszał zaniepokojone gdakanie, a wyszedłszy przed dom, zdążył jeszcze zobaczyć wielkiego dorsza ześlizgującego się ścieżką do morza. Po bliższych oględzinach okazało się, że brakuje dwóch kur, kłódki i kawałka siatki.

Wszystko więc pasowało – czy jednak opowieść rzeczywiście jest prawdziwa? Czy gospodarz obudzony w środku nocy „zaniepokojonym gdakaniem” mógł polegać na swoich oczach? I czy rzeczywiście zdarzają się przypadki, by ryba wypełzła z wody na brzeg i dokonała desantu na cudzy kurnik?

Co na to nauka?

Zacznijmy od tego, że istnieją gatunki ryb, które mają w zwyczaj wychodzić z wody – chociaż słowo „wychodzić” nie jest tu do końca odpowiednie; z uwagi na anatomię mogą co najwyżej wypełzać. Taka wycieczka pociąga jednak za sobą pewne wyzwania, a brak nóg wcale nie jest największą z nich.

Podstawowym problemem jest przeorganizowanie kwestii oddychania. Zwierzę przystosowane do  życia w środowisku wodnym ma po prostu inne podzespoły niż stworzenia lądowe. Mimo to niektóre ryby całkiem nieźle radzą sobie na lądzie, pod warunkiem że takie wyprawy trwają odpowiednio krótko. Oto przykłady.

Poskoczek mułowy  (Periophthalmus barbarus) – rybka z rodziny babkowatych, identyfikująca się jako płaz (a przynajmniej wszystko na ot wskazuje). Więcej czasu spędza na lądzie, niż w wodzie, a do tego chętnie skacze. Mieszka w strefie tropikalnej i subtropikalnej, a spotyka się ją w Afryce, Azji, na Filipinach, w zachodniej Australii i Mikronezji.

Sum wędrujący (Clarias batrachus) – słodkowodna ryba żyjąca w Azji Południowo-Wschodniej. Nie jest do końca wędrujący – raczej pełza, podpierając się płetwami piersiowymi i wykonując ruchy podobne do węża. Ryba nie ma łusek – jej skóra pokryta jest gęstym śluzem, co zapobiega wysuszeniu i ułatwia oddychanie powietrzem atmosferycznym

Rekin epoletowy (Hemiscyllium ocellatum) – niewielka ryba, która żyje w płytkich wodach Australii i Nowej Gwinei. Potrafi nie tylko poradzić sobie bez wody, ale nawet bez… tlenu (tylko do 2 godzin – ale jednak). Żyje w basenach pływowych, które okresowo są izolowane, a przez to mają ograniczony zasób tlenu, Rekin radzi sobie z ta niedogodnością, zwiększając dopływ krwi do mózgu kosztem innych organów, albo pełzając po lądzie w stronę morza.

Podsumowując: owszem, istnieją gatunki ryb, które potrafią wypełznąć na ląd, a opisane powyżej przykłady to… tylko przykłady. Czy jednak takie zwierzę naprawdę potrafiłoby włamać się do kurnika i pożreć kurę?

Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w Morzu 4/2025.

Tagged , , , , ,